Wywiad. 10.08.2016. Tekst: Monika Kucel, Zdjęcia: Paulina Puchalska

Agata Trzebuchowska

W naszej kulturze piękno kobiece jest nierozerwalnie związane z kultem młodości, co jest nie tylko krzywdzące, ale przede wszystkim nieprawdziwe. Wiele kobiet „kwitnie” wraz z wiekiem. Szacunek, miłość oraz troska wobec siebie i swojego ciała czyni je piękniejszymi, nadaje klasy i uroku.

Z Agatą Trzebuchowską — odtwórczynią tytułowej roli w filmie „Ida” — spotykamy się w czerwcowe popołudnie na Mokotowie. Pijemy Muszyniankę, na kolana wskakują nam raz po raz koty Agaty, podczas gdy ona swoim spokojnym, pięknym głosem opowiada o koreańskiej farbce i różowym mydle, o opresyjnych amerykańskich ceremoniach filmowych i o strachu przed okrągłą szczotką.

Jesteś osobą rozpoznawalną.

Nie jestem.

To dobrze czy źle?

Bardzo dobrze! Nikt mnie nie zaczepia. Mogę czuć się swobodnie i komfortowo poza domem.

Czy mimo to czujesz się zobligowana, żeby wychodząc z domu, idealnie wyglądać?

Absolutnie nie. Czułam taką presję jedynie w sytuacjach związanych z promocją filmu. Było to na szczęście, a może nieszczęście, już na późniejszym etapie mojej przygody aktorskiej. Tak mnie rozpieściła bezpieczna atmosfera na planie, że kompletnie nie byłam przygotowana na intensywność i opresyjność dużych amerykańskich ceremonii. Poza tym, że dla wszystkich oczywiste jest to, że musisz świetnie wyglądać i doskonale się bawić, traktują cię jak żywy towar. Krzyczą, że masz się przesunąć w jedną albo drugą stronę, a tu kogoś zasłaniasz, a tu masz stać z przyklejonym uśmiechem, bo ktoś jeszcze nie zrobił zdjęcia. Właściwa przyczyna, dla której w ogóle tam jesteś — film — schodzi na dalszy plan.

Na co dzień preferujesz bardziej naturalny look, nie mogłaś przy nim pozostać na tych wszystkich galach?

No właśnie nie. Przychodzi zatrudniona makijażystka i przed ceremonią maluje całą ekipę. Oczywiście kurtuazyjnie pyta o preferencje, ale ostatecznie i tak wszystkie kobiety „uszczęśliwia” grubą warstwą podkładu, konturowaniem i rzęsami do czoła. Gdy zobaczyłam swoją twarz po make—upie, chciało mi się płakać. Udało mi się część pudru zetrzeć na szybko wacikami, ale niewystarczająco, żeby czuć się dobrze ze sobą. Bo to nie byłam ja.

Jak wobec tego wygląda Twój codzienny makijaż?

Zazwyczaj w ogóle się nie maluję. Unikam podkładu, pudru w ogóle nie używam. Tylko sporadycznie, gdy gdzieś wychodzę, a moja skóra jest w gorszej kondycji, do kremu nawilżającego dodaję parę kropel delikatnego podkładu MACAa Face & Body. Rzęsy maluję rzadko, bo noszę soczewki i ciągle pocieram oczy. Z kosmetyków kolorowych preferuję szminki. Często latem noszę je na codzień, tak jak dzisiaj, do niepomalowanej twarzy. Bardzo to lubię.

A czym masz pomalowane dzisiaj usta? Bardzo trudno dostać tak intensywny pomarańcz.

To jest szminka w farbce, którą poleciła mi koleżanka po swoim azjatyckim tourze. Zamówiłam ją z jakiegoś koreańskiego sklepu i szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że kiedykolwiek do mnie dotrze. Przyjemnie się zaskoczyłam, bo od dawna bezskutecznie szukałam w polskich drogeriach tak wyrazistego pomarańczu.

Kiedyś Shu Uemura miało w ofercie taki piękny intensywny lekko transparentny pomarańcz, pamiętam dokładnie, że był to odcień 596. Zużyłam trzy opakowania. Niestety wycofali ją z produkcji i do tej pory nie udało mi się znaleźć odpowiednika.

Polecam Ci tę farbkę. Jest świetna.

Opowiesz nam o swojej porannej rutynie?

Zaczynam od picia wody. Po nocy jestem zawsze tak spragniona, że potrafię na raz wypić prawie całą dużą butelkę. A później wstaję i obowiązkowo jem śniadanie.

Jesz je na słodko czy na słono?

Jestem bardzo monotonna w moich śniadaniowych wyborach i zawsze jem to samo, czyli kaszę jaglaną z owocami i orzechami. Czasami nawet chciałabym przełamać tę śniadaniową rutynę, ale nie potrafię. To jest po prostu zbyt dobre. Jeśli mogę sobie na to pozwolić, celebruję poranki. Parzę kawę, robię przegląd prasy, słucham muzyki. Później biorę szybki prysznic, włosy myję co drugi dzień, czasami nawet rzadziej, bo mi się nie przetłuszczają.

Prosimy o więcej szczegółów! Czym myjesz twarz? Jakiego kremu używasz?

Do mycia twarzy używam różowego mydła Lush. Nie wysusza, a skóra jest po nim przyjemnie gładka. Odpowiada mi do tego stopnia, że nie mam potrzeby zmiany. Używam od niedawna koreańskiego serum z witaminą C, które też poleciła mi znajoma. Stosuję regularnie, ale szału nie ma. Najważniejszy w mojej pielęgnacji jest krem do twarzy. Moja skóra po kontakcie z wodą bardzo się napina. Niestety nie mam ulubionego produktu, nad czym akurat trochę ubolewam. Chciałabym mieć jeden sprawdzony, który idealnie zgrywałby się z moją cerą i odpowiadał na wszystkie jej potrzeby. Ciągle szukam, może wreszcie trafię. Obecnie używam Iwostinu.

Pamiętam, że koresponodowałyśmy w sprawie tego kremu. I jak Ci się sprawdza?

Jest w porządku, nie narzekam, dobrze nawilża, ma filtr SPF 20. Natomiast zostawia warstewkę białego filmu, co nie do końca mi odpowiada. Ale warto tę markę obserwować, ma korzystny stosunek jakości do ceny.

A ciało?

Nie smaruję się balsamami, bo nie potrafię wyrobić w sobie takiego nawyku i nie lubię czuć kremu na ciele. Powinnam to robić, bo miewam przesuszoną skórę na łydkach, ale lenistwo przeważa. Balsamu używam dopiero wtedy, gdy skóra zaczyna mnie swędzieć.

Zawsze pytamy o kosmetyk, który ma magiczną moc poprawy samopoczucia.
Obstawiamy, że w Twoim przypadku jest to szminka?

Perfumy. Czuję się naga, gdy zapomnę o spryskaniu się przed wyjściem z domu. Odruch jest tak silny, że na szczęście zdarza się to naprawdę rzadko. Jestem bardzo przywiązana do mojego zapachu — Miss Dior EdT. Dostałam je od mamy na początku gimnazjum. To były moje pierwsze poważne perfumy i od razu strzał w dziesiątkę. Polubiły się z moją skórą i nie wyobrażam sobie, że mogłabym je zmienić.

Szminki też lubię, ale nie mam swojej ulubionej. Czynnikiem decydującym jest kolor, na który w danym momencie mam ochotę. Oprócz jaskrawych, jak ta koreańska farbka, lubię ciemniejsze tonacje — bordo, brązy. Nie używam jedynie jasnoróżowych lub naturalnych dających wrażenie podkreślonych ust.

Masz jakieś wieczorne rytuały pielęgnacyjne?

Wieczorem zmywam twarz wspomnianym wcześniej mydłem Lush. Jeśli pomalowałam tego dnia rzęsy, to zmywam oczy Biodermą. Od mojej mamy przejęłam nawyk wklepywania w twarz witaminy C w kroplach, takiej z apteki za kilka złotych — Juvit C lub Cebion.

Uwielbiamy takie tipy! Mam nawet w domu Cebion! I wklepujesz w całą twarz?

Głównie w okolice oczu i tam, gdzie mnie naturalnie ciągnie skóra. Raczej nie w czoło, bo ma tłustą konsystencję i grzywka by mi się przykleiła.
Mam też w łazience kremy na noc i jakieś całonocne maseczki, ale zazwyczaj o nich zapominam i stosuję, gdy przypadkiem rzucą mi się w oczy. O witaminie C natomiast pamiętam co wieczór.

Wspomniałaś o mamie, a nas mamy bardzo interesują. Opowiesz o niej w kontekście pielęgnacji urody?

Jest bardzo zadbaną kobietą, ale nigdy nie poświęcała pielęgnacji zbyt dużo uwagi, to nie był “temat”. Podobnie jak ja ma raczej suchą skórę i też zawsze poszukiwała jednego jedynego kremu, który wreszcie spełniłby jej wszystkie potrzeby. Ma delikatną i subtelną urodę, nigdy się w związku z tym nie malowała, wręcz stroniła od kolorowych kosmetyków. Gdy raz na jakiś czas zdarzy jej się w sposób widoczny pomalować, wydaje mi się obca. Najbardziej podoba mi się taka naturalna. Zresztą bardzo ładnie się starzeje. Może to dzięki tej witaminie C?

A co robisz z włosami?

Z włosami akurat całe życie walczę. Są wiecznie suche i mają tendencję do puszenia się. Nie mogę znaleźć na nie sposobu. Właściwie już się z tym pogodziłam. Praktycznie przed każdym myciem nakładam na nie oliwę z oliwek lub olej lniany, żeby je mocno nawilżyć. Potem myję całą głowę, ale wśród szamponów nie mam swoich ulubieńców. Wybieram zazwyczaj te ziołowe, apteczne.
Aktualnie jest to Babuszka Agafii i jestem z niego w miarę zadowolona. Ale z moimi włosami nie ma reguły. Przy dokładnie takiej samej procedurze jednego dnia wyglądają dobrze, a kolejnego się puszą. Zupełnie nie wiem, od czego to zależy.

Włosy żyją jakimś swoim własnym życiem. A taki mają wpływ na nasze samopoczucie!

Ja najbardziej lubię swoje włosy latem po kąpielach morskich. Jeszcze na plaży płuczę je słodką wodą, ale i tak zawsze trochę tej soli na nich pozostaje i wtedy są najfajniejsze.
Na co dzień im więcej uwagi im poświęcam i im bardziej się staram, tym mniej jestem zadowolona z efektu. Więc odpuszczam. Skoro żyją własnym życiem, to na nic się zdadzą moje wysiłki.

Czasem sobie myślę, że może powinnam zacząć robić jakieś “fryzury”, spinać je fantazyjnie, coś gdzieś przewiązać…

Potrafisz zrobić dobieranego?

Ja nawet zwykłego warkocza nie potrafię zapleść. W tym właśnie tkwi problem.

Czy pamiętasz swój pierwszy kosmetyk?

To była seria wypuszczona przez Nivea Visage Young dla nastolatek — krem w stylu dzisiejszego kremu BB, lekko kryjący, a do tego tonik antybakteryjny. Kupiłyśmy je sobie z moją przyjaciółką Elizą. Wyjątkowo nietrafione do mojej cery kosmetyki, które mocno przesuszały skórę. Ale obserwowałam ich działanie na Elizie i jej służyły. Pamiętam, że podobał mi się ich design.

A teraz zwracasz uwagę na opakowania? Czy jest to kryterium w doborze kosmetyków?

Wolę, gdy opakowanie jest ładne, ale nie jest to kryterium wyboru. Chyba żaden z moich kosmetyków nie jest szczególnie ładny.
Za to nie mogę używać produktów, których zapach zapach mi nie odpowiada. Tak jest na przykład z wszystkimi kosmetykami brązującymi. Mają wspólną, specyficzną nutę, która mnie odrzuca. Większość produktów, które wybieram, jest bezzapachowa. Preferują dermokosmetyki, a te nie kłują w nos.

Co nosisz w podręcznej kosmetyczce?

Przy sobie noszę jedynie pomadkę ochronną do ust. Zimą dochodzi krem do rąk.

Chodzisz na manicure?

Oj nie. Byłam raz i, żeby nie było, wyszłam całkiem zadowolona z efektu, ale jednak szkoda mi na to pieniędzy. Poza tym niekomfortowo się czuję w sytuacjach, kiedy ktoś w ramach usługi robi coś przy moim ciele. Z tego samego powodu nie lubię chodzić do fryzjera. Bardzo długo sama sobie przycinałam włosy, albo prosiłam o to mojego chłopaka, co może nie zawsze było dobrym pomysłem (śmiech). Po kilku wpadkach przełamałam się i zaczęłam znów chodzić do profesjonalistów. Jednak przez całe strzyżenie siedzę jak na szpilkach i chcę jak najszybciej wyjść. A na widok okrągłej szczotki wręcz uciec z fotela. Z jakiegoś powodu fryzjerzy ją uwielbiają. Do kosmetyczki też nie chodzę. Mama zabrała mnie kiedyś na zabieg oczyszczający, jak byłam nastolatką. Myślała, że mi się to spodoba, a było wręcz odwrotnie. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło się to stać moją rutyną. Wiem, że dużo kobiet wypoczywa przy pielęgnacyjnych zabiegach, na przykład moja siostra, ale mnie to nudzi i krępuje. Podobnie z malowaniem, ale o tym już wspominałam na początku.

Co według Ciebie szpeci?

Na pewno za mocny, źle dobrany kolorystycznie makijaż. Chodzi mi głównie o zbyt ciemny podkład w stosunku do koloru skóry. Mocny makijaż jest według mnie gorszy niż jego brak przy cerze, która nie jest doskonała.

Czy zdarzyła Ci się jakaś kosmetyczna wpadka?

Nie przypominam sobie, ale ja też niewiele eksperymentuję przy swoim wyglądzie. Nigdy nie farbowałam włosów, a myślę, że to by mogło być niezłe pole do wpadkowej eksploatacji. Szczytem ekstrawagancji było farbowanie sobie włosów krepiną w podstawówce. Uwielbiałam zielone i różowe pasemka. To był szał. Żałowałam, że tak łatwo się zmywały.

Paulina: U mnie w podstawówce to samo! Ale moje ciemne włosy nie chciały tego łapać i byłam bardzo poirytowana, bo odstawałam od reszty grupy.

Monia: Za moich czasów nikt nie wpadł na taki pomysł, ale na moich włosach pewnie też nie byłoby zadowalających efektów.

Paulina: Skoro nam bliżej do siebie wiekiem, to zapytam Cię, czy pamiętasz boom na kosmetyki z Avonu? Arbuzowy szampon? Szminki o zapachu gumy balonowej?

No pewnie! Mieliśmy nawet w bliskim kręgu konsultantkę Avonu, więc zdarzało mi się mieć coś z ich dziewczęcej oferty. Ale pamiętam głównie ich mocno pieniące się płyny do kąpieli. Jako dziecko uwielbiałam bawić się i wylegiwać w wannie, dziś nie potrafię w niej wytrzymać dłużej niż 5 minut. Jestem zdecydowanie prysznicowa. Nie wiem, kiedy nastąpiła ta zmiana.
Wanna kojarzy mi się z mamą. Zawsze była bardzo aktywna zawodowo i zabiegana od rana do nocy. Rekompensowała to sobie długą, relaksacyjną kąpielą co niedzielę. Czytała w tym czasie książkę lub gazetę, obok siedział kot, robiła sobie paznokcie. Ja wpadałam na pogaduchy, zmieniała mnie siostra. I to tak trwało. Łazienka stawała się epicentrum rodzinnych, niedzielnych poranków i zawsze była otwarta, bo nagości nikt się w moim domu nie krępował.

A masz jakieś dziewczyńskie rytuały z Twoją siostrą?

Jest ode mnie starsza o 7 lat. Nie widujemy się często. Jak już się spotykamy, to raczej nie rozmawiamy o kosmetykach. Zdarza się, że o czymś usłyszę i wyślę jej link, bo wiem, że mogłoby jej podpasować. Mamy jednak inne cery, inne włosy, więc nie bardzo mamy co sobie polecać.

Paulina: Ja nie mam rodzeństwa i wyobrażam sobie, że jak się ma starszą siostrę, to jest się w nią w dzieciństwie wpatrzonym jak w obrazek. Naśladowałaś ją?

Chyba nie. Ta różnica wieku teraz wydaje się być mała, ale wówczas była nie do przeskoczenia. Zuzia dosyć szybko wyprowadziła się z domu, zanim mnie zaczęły interesować dziewczyńskie tematy. Nie miałam takich marzeń, żeby być jak ona.

Pamiętam natomiast, że zawsze zazdrościłam jej prostych, jasnych włosów. Ona narzekała, że się przetłuszczają, więc myła je codziennie, a dla mnie zawsze wyglądały tak samo dobrze.

Na jakie dziewczyny zwracasz uwagę na ulicy?

Uwielbiam obserwować ludzi i rzeczywiście moją uwagę zdecydowanie częściej zajmują kobiety. Oglądam się za tymi naturalnymi, bez makijażu, i na starsze panie. Nawet częściej na te drugie, lubię podpatrywać ich rytuały, przysłuchiwać się rozmowom na sąsiedzkim skwerku.

Kiedy czujesz się najbardziej atrakcyjna?

W wakacje, kiedy sól morska zlepia mi włosy. Moja skóra się nie opala, ale za to wychodzą mi piegi i bardzo to lubię.
Czuję się też atrakcyjna, gdy jestem zajęta. Aktywność związana z pracą dobrze wpływa na moje samopoczucie.

Z kim chciałabyś przeczytać wywiad na naszej stronie?

Ze starszą kobietą, bo w naszej kulturze piękno kobiece jest nierozerwalnie związane z kultem młodości, co jest nie tylko krzywdzące, ale przede wszystkim nieprawdziwe. Wiele kobiet „kwitnie” wraz z wiekiem. Szacunek, miłość oraz troska wobec siebie i swojego ciała czyni je piękniejszymi, nadaje klasy i uroku. Starzenie to nie tylko utrata, ale także zysk!


Produkty

Twarz:
serum z Vit C Holika Holika 3 seconds starter
mydło do mycia twarzy LUSH Fresh Farmacy
krem intensywnie nawilżający z SPF 20 Iwostin
płyn micelarny do oczyszczania twarzy Bioderma
witamina C w kroplach Juvit C lub Cebion

Ciało:
woda toaletowa Miss Dior

Makijaż:
lekki podkład  MAC Face & Body Foundation
farbka do ust Peri Pera Lip Water Tint nr 3

Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.OK