Wywiad. 31.05.2019. Tekst i zdjęcia: Paulina Puchalska. Materiał partnerski

W jak Weleda

Uczciwość wobec klientów, partnerów i dostawców, wysokie standardy środowiskowe, etyczne i opłacalne praktyki biznesowe. Tymi wartościami od 1921 roku kieruje się szwajcarska marka kosmetyków naturalnych

Idea

Ale nie tylko, bo również holistycznym podejściem do człowieka — do głowy i ciała jako całości, dbałością o relacje w duchu partnerstwa między kadrą kierowniczą a pracownikami, łączeniem nauk przyrodniczych i duchowych w badaniach i rozwoju, wysoką jakością surowców, które przetwarzane są w precyzyjnych procesach w taki sposób, że substancje i aktywne składniki mogą w pełni rozwinąć swój potencjał. Robi wrażenie, prawda? Weleda nie podlega żadnemu wielkiemu koncernowi, pozostając tym samym uczciwą, niezależną marką, która zamiast czczych obietnic rzeczywiście oferuje najwyższej jakości przemyślane kosmetyki, produkty dietetyczne, a także leki antopozoficzne. I tu się zatrzymajmy — czym jest antropozofia?

Duchowość czy nauka? Jedno i drugie!

Antropozofia to stosowana na całym świecie metoda badawcza o europejskich korzeniach (zapoczątkowana przez przyrodnika Rudolfa Steinera i podzielających jego poglądy kolegów po fachu), która zgłębia duchowość za pomocą nauki. Oferuje sposób lepszego rozumienia praw natury ludzkiej i bada, jak działać w zgodzie z nimi, oferując formuły i podejmując określone działania w wielu różnych dziedzinach życia.
Dziś antropozofia ma wiele różnych gałęzi, m.in. w edukacji, architekturze, sztuce, medycynie i rolnictwie. Steiner propagował szkoły waldorfskie (zwane również szkołami i przedszkolami Steinera), medycynę antropozoficzną, naturalne produkty do pielęgnacji ciała oraz biodynamiczne uprawy roślin. Wszystkie te dyscypliny stanowią integralną część dzisiejszej firmy Weleda.
Więcej o antropozofii przeczytacie tu.

Pierwsza w szeregu

Nas jednak najbardziej zainteresowała niezwykle ważna dla marki figura kobieca — Ita Wegmann — która przełożyła teorię w praktykę.
Urodzona na zachodniej Jawie (obecna Indonezja) jako najstarsza córka w rodzinie kolonialnej, pod koniec XIX wieku przyjechała do Europy i podjęła studia w dziedzinie gimnastyki terapeutycznej i masażu. W 1902 roku, w wieku 26 lat, poznała Rudolfa Steinera, a 5 lat później rozpoczęła naukę w szkole medycznej w Zurychu, która już dość często przyjmowała kobiety na studentki wydziałów medycznych (co, przypominamy, nie było wówczas ani normą, ani nader powszechnym zjawiskiem). W 1911 roku Ita zdobyła dyplom jako lekarz medycyny o specjalizacji medycyna kobiet, po czym z marszu podjęła pracę w gabinecie lekarskim. Wykorzystując wskazówki Steinera, opracowała lek na raka (sic!) bazujący na wyciągu z jemioły. Było to pierwsze tego typu antidotum, które nazwała Iscar. Receptura została zatwierdzona do leczenia nowotworów w Niemczech i wielu innych krajach.
W późniejszych latach założyła dwie kliniki, Insytut Kliniczno-Terapeutyczny oraz Arlesheim Haus Sonnenhof — ośrodek terapeutyczny dla dzieci psychicznie upośledzonych, opracowała zasady medycyny antropozoficznej i założenia firmy Weleda, i została dyrektorką sekcji medycznej ośrodka badawczego w Goetheanum. Bez wątpienia to właśnie jej siła sprawcza przy tworzeniu medycyny antropozoficznej oraz nowatorskie idee i praktyki lecznicze dały asumpt do rozwoju firmy. Historia nie pozwala jednak zapomnieć, że kobiety, nawet mimo przełomowych odkryć, musiały rozpychać się łokciami, żeby zostać zauważone. Potrafimy sobie więc wyobrazić, ile siły i wewnętrznego zaparcia Wegmann potrzebowała do przebicia się przez grube mury zmaskulinizowanego środowiska medycznego, zwłaszcza w tamtych czasach. Pełen podziw.

Zrównoważony rozwój

Nieco wyświechtany frazes, który na dobre wpisał się w trend dbania o środowisko. Zresztą słusznie. Pytanie tylko, kiedy faktycznie coś za sobą niesie, a kiedy jest pustym hasłem marketingowym. W przypadku Weledy wszystkie etapy produkcji działają wzorcowo, zaczynając już na poziomie zapewnienia pracownikom, dostawcom i partnerom bezpieczeństwa, rozwoju osobistego i zdrowia. A więc nie tylko realne zaangażowanie w ochronę środowiska — poprzez różnorodność biologiczną, nabywanie surowców, wykorzystanie zasobów naturalnych, zrównoważone opakowania, a także gospodarowanie wodą, redukcję odpadów i emisji gazów cieplarnianych — ale też fokus na uczciwą gospodarkę i czynnik ludzki. Niewiele znamy marek działających globalnie na wszystkich pięciu kontynentach, które mogą pochwalić się tak przemyślanym i inkluzywnym modelem biznesowym.
Więcej przeczytacie tu: aspekt gospodarczy, aspekt społeczny, aspekt środowiskowy.

I cóż że ze Szwecji

Nasza przygoda z marką zaczęła się dobrych kilka lat temu w… Szwecji. Podróżując za granicę, zawsze staram się wygospodarować choć kwadrans na zakupy w lokalnych drogeriach i aptekach. Będąc w Karlskronie, mimochodem zajrzałam do jednej z nich. Kiedy moim oczom ukazał się Skin Food, wówczas absolutnie niedostępny w Polsce i jednocześnie co rusz polecany przez redaktorki Into The Gloss, od razu chwyciłam za dwie poręczne tubki — dla siebie i dla Moni. Mimo że od tamtej pory minęło już trochę czasu, zachwyt składem, zapachem i działaniem kultowego kremu nie minął.
Teraz nasze półki uginają się od produktów Weledy. Te, które widzicie na zdjęciach, to prawie że stałe punkty mojej kosmetyczki: pasta do zębów z solą morską, czysty olej ze słodkich migdałów, który w mig rozpuszcza makijaż, jego brat, czyli migdałowy krem do twarzy dla wrażliwców, dezodorant w kulce, do którego wrócę, jak tylko wykończę sztyft Schmidt’s, olejek z arniką na przeciążone nogi — zbawienny dla nas obu, od zawsze borykających się z ciężkimi kostkami, krem nagietkowy stosowany na twarz, łokcie, stopy i spękane dłonie naprzemiennie ze wspomnianym Skin Food. Brakuje jeszcze lekkiego cytrusowego balsamu, który w zeszłe lato przekonał mnie do pielęgnowania ciała (czego nie robiłam przez ostatnie dwadzieścia lat).

Zapach zdrowia

Oprócz skuteczności kosmetyków Weledy cenię sobie jeszcze ich zapachy. Nienachalne, ziołowe, bez sztucznych aromatów i wspomagaczy. Takie, jakie lubię najbardziej. Kojarzą mi się ze zdrowiem, krzepą i remedium na wszelkie bolączki — psychiczne i fizyczne.

Aplauz

Im dłużej prowadzimy własną działalność gospodarczą, tym większy mamy szacunek do innych przedsiębiorców. I choć trudno porównywać dwuosobowy biznes z prężnie działającą międzynarodową marką kosmetyczną, nie możemy wyjść z podziwu dla konsekwencji ich działań i bezkompromisowego kontynuowania niemalże stuletniej tradycji. Marzymy o wizycie w zakładzie produkcyjnym w Schwäbisch Gmünd, o którym, mamy wrażenie, krążą już legendy. Biodynamiczna uprawa roślin? Ogrody na dachu? Pokoje relaksacyjne? Czego tam nie ma! Także trzymajcie za nas kciuki — a nuż kolejny tekst będzie relacją z upragnionej wizyty w laboratorium.


Na tej stronie korzystamy z cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia przeglądarki.OK